Dixie wzniosła ręce do góry.

świetny moment, żeby zaostrzyć apetyty amatorom

Ponieważ urodziny Christophera - teraz czterdzieste
szuflady. Zamiast pogardzać mężem, przypominała
przesadną
nie pozwolić mu wyjść z pokoju.
- Dlaczego pan tak powiedział? Czy coś jej dolegało?
- Czy nie robiłem? - zastanowił się. - Robiłem.
jeśli nawet, to przecież nie jest wieżowiec... Więc
- Mam - przytaknęła. - Po co chcesz przeglądać jej
9. Harmonogram prac związanych z zapewnieniem kompleksowej opieki w środowisku
zdecydowana. Jak mogła odpowiedzieć inaczej,
Przede wszystkim z tego powodu, że był to pierwszy
rozmawiać, okej?
mną do czynienia. Zrozumiano?
ten problem. - Kiedy już umówimy się na

najczęściej. Tak, jak dobrze widzi się tylko sercem, tak czasem więcej można powiedzieć pocałunkiem niż

- I tak pani na nim nie zależy. Miała pani sprawować nad nim pieczę, a zostawiła go pani na pastwę losu! Gdyby nie to, że opłacałem opiekunkę, chłopiec trafiłby do domu dziec¬ka. Jest pani jeszcze gorsza niż pani siostra i matka. Takie osoby powinno się wsadzać do więzienia... - urwał nagle, ponieważ zrozumiał, że to go donikąd nie zaprowadzi. - Przepraszam, nie chciałem pani urazić - wydusił z siebie z trudem. - Potrzebny mi jest tylko pani podpis. Ja zabie¬ram Henry'ego, a pani pozbywa się kłopotu na zawsze.
- Ty chyba w ogóle nie spałeś? - spytała z troską.
Czemu nie?
- Choćbyś zaprosił mnie nie wiem dokąd, a Henry'emu przyniósł nie wiem ile prezentów, nic ci to nie da. On zostaje ze mną.
Listonosz spełnił moją prośbę, pożegnał się i wyszedł, a ja szybko zamierzałem podnieść słuchawkę.
Naprawdę musiał stąd uciekać, i to jak najprędzej. Byle jak najdalej od niej! To wszystko okazało się znacznie groźniejsze, niż przypuszczał. Mało brakowało, a przepadłby z kretesem. Nawet nie śmiał myśleć, co to wszystko mogło oznaczać.
pewnie zrobiłoby mu się jeszcze smutniej i wtedy może nie opowiedziałby mi o Świetle Księżyca...
Przy Henrym doświadczał czegoś, czego nie potrafił na¬zwać. Czegoś znacznie głębszego niż kiedykolwiek. Jeśli musiał zostawić go pod czyjąś opieką, choćby nawet naj¬lepszą, nie potrafił się powstrzymać od częstego sprawdza¬nia, czy wszystko w porządku. A Henry za każdym razem rozpromieniał się na jego widok i wyciągał rączki.
- To prawda, ale to wcale nie dowodzi, że jesteś prawdziwym i takim, jakim cię widzę. Ty przecież też możesz być
No, to matka miała wspaniałą okazję, żeby się popisać. Isobelle Dexter de Bier w roli nieutulonej w bólu matki młodziutkiej księżnej musiała wypaść wspaniale. Z pewno¬ścią sprawiła sobie stosowną kreację, nie zapominając o czarnym welonie i koronkowej chusteczce, którą z dys¬kretną elegancją osuszała nieistniejące łzy.
A cóż to za głupia myśl? Przecież to właśnie przez jego rodzinę dotknęło ją cierpienie! Przez nich straciła jedyną osobę, którą kochała!
- Księciem - poprawił. - Broitenburg nie jest króle¬stwem, tylko księstwem.
Nie umiał sobie z tym wszystkim poradzić. Nie miał do¬świadczenia z kobietami, które noszą piły łańcuchowe i chodzą po drzewach. Z kobietami, które zostawiają księcia z mokrymi pieluchami niemowlaka. Z kobietami, które po¬wodują, że człowiek częściej się uśmiecha.
- Przed chwilą zaprosiłem cię na wspaniały poczęstunek, a mimo to nadal mnie atakujesz. Nie mogę się pogodzić, że jutro stąd wyjedziesz, myśląc o mnie tak źle. - Nigdzie się jutro nie wybieram. 14 Beck zahamował tak gwałtownie, że samochód prześlizgnął się dobre kilka metrów po żwirowanej drodze, zanim się zatrzymał. - Dlaczego? - spytał. - Co za różnica? - Dziś po południu byłaś gotowa wyjechać. Co sprawiło, że zmieniłaś zdanie? - Chris jest podejrzanym w sprawie śmierci Danny'ego. - Kto ci to powiedział? - Huff. Beck myślał przez chwilę nad tym, co usłyszał. Zdjął nogę z hamulca i wrzucił bieg. - Czy to leki skłoniły go do wygadywania takich rzeczy? - Nie. Miał całkiem jasny umysł. - Czy możesz... czy opowiesz mi o tym? Wzruszył ramionami z udawaną nonszalancją. - Rudy Harper poprosił Chrisa o przybycie do biura, by odpowiedział na kilka pytań. - Spojrzał na nią. - Najwyraźniej twój komentarz na temat niechęci Danny'ego do wędkowania bardzo podekscytował detektywa Scotta. - Pomyślałam, że to może być ważne. Danny nienawidził domku rybackiego. Nigdy tam nie jeździł. - To prawda, że od kiedy tu zamieszkałem, nigdy się tam nie pojawił - przyznał Beck. - A przynajmniej nic o tym nie wiem. - Czy to nie dziwne, że tam właśnie umarł? - Nie wiem. Tak uważasz? Dojechali już do granicy miasta i Beck zatrzymał się na światłach. Sayre nie odpowiedziała na pytanie, więc spojrzał na nią i powtórzył: - Dlaczego to takie dziwne, że Danny umarł w domku rybackim? Z jakiego powodu tak go nie znosił? Milczała jak zaklęta. - Bał się węży? Miał uczulenie na trujący bluszcz? Dlaczego nienawidził domku rybackiego? - Bolesne wspomnienia z dzieciństwa - rzuciła ostro. - Wystarczy? - Wystarczy. Natychmiast się wycofał. Światła zmieniły się na zielone i poprowadził samochód przez skrzyżowanie. Usłyszał, jak Sayre wzdycha, opierając głowę o boczną szybę. - Chcesz poznać tę historię? - Tylko jeśli masz ochotę ją opowiedzieć. - I tak dowiedziałbyś się o tym od Chrisa. Moja wersja przynajmniej nie będzie osłodzona. Może dzięki temu lepiej zrozumiesz, jak wyglądało życie rodzinne Hoyle'ów w czasach naszego dzieciństwa i pojmiesz rzeczywistą naturę człowieka, dla którego pracujesz. Pewnego dnia, niedługo po śmierci naszej matki, Huff doszedł do wniosku, że rodzina powinna wybrać się na wycieczkę lub coś w tym rodzaju, by spędzić ze sobą czas. Było to ogromne ustępstwo z jego strony - jak wiesz, rzadko kiedy pozwala sobie na nieobecność w odlewni. Zabrał nas do domku rybackiego, wyposażył w wędki oraz przynętę i zaczął uczyć mnie i Danny'ego łowić ryby.

©2019 www.hudor.w-umiec.tgory.pl - Split Template by One Page Love